![]() |
| Start | Aktualności | Dokumenty |
Brzask |
Galeria |
Świat
|
Historia |
Forum
|
Kontakt |
Linki |
|
16.12.1918 –
Powstaje Komunistyczna Partia Robotnicza Polski
Jesień 1918 r. była piękna i pełna wielkich nadziei. Cały kraj oczekiwał końca wojny, klęski niemieckiego okupanta i wyzwolenia, upragnionej, wyśnionej niepodległości. Burżuazja szykowała się milczkiem do uchwycenia władzy; klasa robotnicza coraz śmielej strajkami, pochodami i wiecami manifestowała swoją siłę. Strajkowali robotnicy miejscy, strajkował Gerlach, strajkowały warsztaty metalowe na Chmielnej. Październik był miesiącem potężnych demonstracji robotniczych. Na ulice miasta wylegały olbrzymie tłumy, wznosząc okrzyki: „Precz z okupantem”, „Niech żyje Rosja Sowiecka”, „Niech żyje rewolucja światowa”, „Niech żyje dyktatura proletariatu”. Rewolucja Październikowa, wzbierająca fala rewolucyjna w Niemczech, Austrii i na Węgrzech rozbudziły nadzieje na zwycięstwo polskiej klasy robotniczej. Nawet we „frakcji” PPS (gdzie przewodził piłsudczyk Jaworowski oraz reformista Perl), która niechętnym okiem spoglądała na manifestacje organizowane przez SDKPiL i PPS-Lewicę, coraz głośniej mówili robotnicy, że trzeba władzę chwycić w swoje ręce, tak jak to zrobił proletariat rosyjski, póki nie będzie za późno. Na masówkach i wiecach żądano utworzenia Rad Delegatów Robotniczych. Ale żeby zdobyć władzę, należało mieć siłę. Na jesieni tego brzemiennego w wydarzenia roku, kiedy wskutek prowokacji agenta niemieckiego aresztowano Komitet Wykonawczy SDKPiL – powołano mnie do pracy przy tymczasowym Komitecie Warszawskim i polecono zdobywać broń dla organizowanej Czerwonej Gwardii. Broń zdobywaliśmy od żołnierzy niemieckich. Zdemoralizowani długą wojną, przerażeni klęskami na froncie zachodnim i na Ukrainie, nastrojeni rewolucyjnie żołnierze niemieccy łatwo poddawali się propagandzie antywojennej, buntowali się przeciw oficerom, marzyli o końcu wojny i o powrocie do domów. Kontakt z nimi nawiązywało się przez towarzyszy, którzy pracowali w instytucjach niemieckich. Broń wydzieraliśmy siłą albo kupowaliśmy za pieniądze. W coraz większej liczbie zgłaszali się do nas żołnierze i nastrojeni rewolucyjnie oficerowie niemieccy z rezerwy, ofiarując nieraz całe magazyny broni. Mieliśmy ludzi, mieliśmy broń, brakowało tylko jednego: silnej, świadomej swych zadań partii klasy robotniczej. Wspólne demonstracje i strajki zatarły różnice, dzielące dotychczas robotników z PPS-Lewicy od rewolucjonistów z SDKPiL. CKR PPS-Lewicy przyjął niemal w całości rewolucyjny program SDKPiL, skierowany przeciw okupantom, burżuazji polskiej i piłsudczykowskiej PPS. W tych warunkach stało się jasne, że zjednoczenie SDKPiL i PPS-Lewicy w jedną partię komunistyczną – musi nastąpić. Ale zjednoczenie to nie nastąpiło od razu.
W nocy na 11 listopada odbyła się w mieszkaniu sympatyka partii, nauczyciela zamieszkałego na Pl. Zbawiciela w Warszawie, międzydzielnicowa konferencja partyjna warszawskiej organizacji SDKPiL. Byłem obecny na niej jako delegat i przysłuchiwałem się uważnie przemówieniom kierowników konferencji o tym, że Armia Czerwona zwyciężyła niemieckich interwentów na Litwie, Białorusi i Ukrainie; że rozpadały się wielonarodowe Austro-Węgry i że buntowali się marynarze w Kilonii i Bremie. Kierownicy konferencji oczekiwali natychmiastowego wybuchu rewolucji proletariackiej w Niemczech, Francji i Anglii; myśleli, że powódź rewolucji światowej uniesie ze sobą również polską klasę robotniczą łatwo i bez wysiłku. W kraju wspomagana przez PPS burżuazja szykowała się do uchwycenia władzy, mobilizując białogwardzistów, „dowborczyków” i POW i obiecując swoje usługi imperialistom angielskim i francuskim. Kierownicy konferencji, chociaż trafnie to dostrzegali, chociaż postawili przed klasą robotniczą jako cel główny zdobycie władzy, nie umieli wskazać ani sojuszników w walce o władzę, ani też rzucić porywającego masy hasła Polskiej Republiki Rad. Konferencja nie zorganizowała i nie uzbroiła robotników do boju. Błędnie liczono na samoczynny rozwój rewolucji. Wypadki rozwinęły się inaczej i przybyły z Magdeburga Józef Piłsudski bez większego oporu usadowił się w Belwederze i przy pomocy PPS zaczął budować Polskę burżuazyjną. Tego dnia, 11 listopada 1918 roku, uzbrojone bojówki POW-iackie napadły na redakcję „Naszej Trybuny” (czasopisma SDKPiL), rozbiły lokal, zmasakrowały pracowników redakcji, niektórych zaś zawlekły do ekspozytury żandarmerii, gdzie ich w straszliwy sposób torturowano. Wbrew burżuazji polskiej, kryjącej się za „socjalistycznym” rządem Moraczewskiego, wbrew Daszyńskim, Malinowskim, Poniatowskim, którzy z ramienia PPS i Wyzwolenia wchodzili w skład tego rządu, wbrew legionowym bojówkom – robotnicza Warszawa coraz intensywniej budowała swoją rewolucyjną Radę Delegatów Robotniczych, powstałą z inicjatywy SDKPiL oraz PPS-Lewicy. Tworzone przez PPS tzw. niepodległościowo-socjalistyczne RDR, nie mając większego powodzenia, musiały się wkrótce złączyć z prawdziwie rewolucyjnymi Radami Delegatów Robotniczych.
Trzeba pamiętać, że wojna osłabiła polską klasę robotniczą. Olbrzymie masy robotników zmobilizował carat do armii rosyjskiej, olbrzymie masy zagarnął do niewoli i wysłał na przymusowe roboty do Niemiec imperializm niemiecki. Z przejściowego oslabienia proletariatu polskiego umiał skorzystać „opatrznościowy mąż” burżuazji polskiej – Piłsudski. Ale wojna się skończyła i robotnicy potężnym potokiem wracali do Polski nastawieni rewolucyjnie, nauczeni doświadczeniami walk rewolucji rosyjskiej. Z nich rekrutował się stworzony przez SDKPiL „Związek Byłych Wojskowych”, organizacja samoobrony warszawskiej klasy robotniczej, z nich w znacznej części składała się kadra Czerwonej Gwardii, masowej milicji partyjnej. Ćwiczenia i zbiórki Czerwona Gwardia przeprowadzała w dni świąteczne w parku Skaryszewskim, zamykanym na ten czas przed publicznością przez oddanych sprawie ogrodników miejskich. Tymczasem trwała ciężka walka o prawa robotnicze. Robotnicy, zorganizowani przez rewolucyjne związki zawodowe (które jednoczyły wówczas członków i działaczy SDKPiL oraz PPS-Lewicy), Warszawską Radę Delegatów Robotniczych i Związek Byłych Wojskowych, wywalczyli 8-godzinny dzień pracy, wolną sobotę, uznanie przedstawicielstwa robotniczego w fabrykach, lepsze płace, zakaz eksmisji bezrobotnych z mieszkań, zasiłki dla żołnierzy powracających z niewoli. Prawa te trzeba było wydzierać burżuazji i rządowi Moraczewskiego. Prawicowe kierownictwo PPS bojkotowało żądania robotnicze, każąc czekać na decyzje burżuazyjnego sejmu. Nie czekaliśmy. I chociaż rządowy „Robotnik” szkalował szkalował Rosję Sowiecką, lżył awangardę klasy robotniczej za wierność rewolucyjnemu marksizmowi i wynosił pod niebiosa Piłsudskiego jako „salwatora ojczyzny” (który jawnie domagał się wojny z Rosją Sowiecką), chociaż z kolumn prasy endeckiej i pepesowskiej ziało nienawiścią do komunizmu i ustroju sowieckiego – robotnicza Warszawa całym sercem sprzyjała proletariatowi rosyjskiemu i pragnęła obalenia ustroju burżuazyjnego. Nadchodził pamiętny grudzień 1918 roku...
Grudzień miał się stać miesiącem zjednoczenia SDKPiL i PPS-Lewicy. Na razie wrzał ferment rewolucyjny wśród robotników. We wszystkich fabrykach, na masówkach, na zebraniach w związkach zawodowych, między sobą w domu, przygodnie na ulicy – toczyły się wśród robotników zacięte dyskusje. Czy zachować ustrój kapitalistyczny, czy też pójść za przykładem robotników rosyjskich. Robotnicy SDKPiL i PPS-Lewicy opowiadali się za rewolucją. Wielu robotników członków PPS – z dzielnicy Wolskiej, Powiśla, Czerniakowa – żądało tego samego. Po kilku miesiącach utworzyli oni w PPS tzw. opozycję, której program był zbliżony do programu przyszłej KPRP. Nawet tzw. „Milicja Ludowa” PPS dość miała już reformizmu. W wielu miastach, np. w Radomiu – wybuchały ostre starcia zbrojne między rewolucyjnym skrzydłem „Milicji Ludowej” a oddziałami legionów i POW. Kierownicy PPS musieli „reorganizować”, a niekiedy nawet rozwiązywać całe formacje „ML”, aż Piłsudski wydał rozkaz zlikwidowania jej w całym kraju. Najbardziej oddani sprawie robotniczej milicjanci z Powązek wstąpili do partii komunistycznej. Idea zjednoczenia budziła entuzjazm zarówno wśród robotników z SDKPiL jak i z PPS-Lewicy. Zresztą zjednoczenie obu partii stało się faktem dokonanym na wiele dni przed formalnym połączeniem. Akcie polityczne i walka ekonomiczna, wspólne wybory do Rad Delegatów Robotniczych, wspólne organizowanie związków zawodowych, stowarzyszeń oświatowych, wspólne posiedzenia komitetów dzielnicowych SDKPiL i PPS-Lewicy, omawiających taktykę walki z endecją, Piłsudskim i PPS (sprzymierzonymi przeciwko rewolucji społecznej) – wiązały serdecznymi więzami robotników obu partii. W pierwszych dniach grudnia 1918 roku Zarząd Główny SDKPiL oraz CKR PPS-Lewicy ogłosiły wspólną deklarację, w której zapowiedziały swoje zjednoczenie na rewolucyjnej internacjonalistycznej platformie marksizmu w walca o Republikę Rad i dyktaturę proletariatu w Polsce. Warszawska konferencja międzydzielnicowa SDKPiL poparła tę deklarację w całości. Obie partie zwołały swoje zjazdy na 15 i 16 grudnia 1918 roku.
Ostatni Zjazd Krajowy SDKPiL obradował w lokalu lewicowego związku pracowników handlowych przy ul. Zielnej 25 w Warszawie. Przypadł on w 25-lecie istnienia partii, podsumował wyniki pracy: rozpowszechnienie w masach robotniczych ideologii marksizmu i internacjonalizmu w walce przeciw ugodzie i szowinizmowi. Połączenie z PPS-Lewicą zjazd uchwalił jednomyślnie. Ostatni zjazd krajowy PPS-Lewicy zebrał się w szkole dentystycznej przy ulicy Marszałkowskiej. Po dwunastu latach istnienia PPS-Lewica przechodziła na rewolucyjne pozycje SDKPiL. Zjazd wyraził jednomyślnie wolę zjednoczenia. 16 grudnia 1918 roku delegaci obu zjazdów spotkali się przy ulicy Zielnej 25 i połączyli się w jeden zjazd proklamując utworzenie Komunistycznej Partii Robotniczej Polski. Zjazd połączeniowy wydał odezwę do proletariatu Polski, wzywając go do walki o wyzwolenie społeczne, o władzę dla ludu. W uchwałach zjazd potwierdził, że wspólna jest droga do walki o wolność obu narodów, Rosji i Polski.
Wszyscy wierzyliśmy wtedy, że zwycięstwo rewolucji w Polsce nastąpi lada dzień. Ale masy pracujące Polski oczekiwała jeszcze twarda i trudna walka. Młoda partia komunistyczna, obciążona balastem błędnych luksemburgistowskich poglądów oraz oportunistycznych pozostałości PPS-Lewicy nie była wtedy zdolna poprowadzić je do walki o władzę i zbudowanie Polski socjalistycznej. Nastąpiło pamiętne dwudziestoletnie panowanie burżuazji i obszarnictwa, dwudziestolecie zaciekłych walk klasowych kierowanych przez partię komunistyczną. W ogniu tych walk krzepły kadry komunistów polskich. Pokolenie nasze czerpało siłę z potężnych osiągnięć Związku Radzieckiego pod kierownictwem WKP(b), partii Lenina i Stalina, uczyło się z jej doświadczeń, korzystało z jej pomocy. I Zjazd KPRP odbył się 16 grudnia 1918 r., a w trzydzieści lat później, 15 grudnia 1948 roku rozpoczął się Kongres Zjednoczeniowy PPR i PPS, I Kongres PZPR. Uczestniczyło w nim i odegrało kierowniczą rolę wielu byłych członków KPP, a sama Polska Zjednoczona Partia Robotnicza stała się kontynuatorką najlepszych tradycji KPP.
Zygmunt Okręt
[w:] „KPP. Wspomnienia z pola walki.” wyd. Książka i Wiedza, Warszawa 1951 |