![]() |
| Start | Aktualności | Dokumenty
|
Brzask |
Galeria |
Świat
|
Historia |
Forum
|
Kontakt |
Linki |
|
Grudzień
2009 *** 27.12.2009
Pociąg Kiedyś Przyjedzie. Albo i nie. Ostatnia nowa linia kolejowa w Polsce została zbudowana w roku 1987. Od czasu przywrócenia kapitalizmu, prowadzone są działania zmierzające do całkowitego zniszczenia Polskich Kolei Państwowych i przy okazji do jak największego obłowienia się na ich rychłej, całkowitej wyprzedaży. Juliusz Engelhardt – wiceminister infrastruktury ds. kolei – przyznaje, że stan kolejowej infrastruktury jest nieporównywalnie gorszy niż przed dwudziestoma laty. Czyli przed kontrrewolucją. Wystarczy przytoczyć dane o długości czynnych linii kolejowych, by pojąć grozę sytuacji: „W 1990 r. było ich 24 tys. km, obecnie 19 tys. km. A do 2015 r. zniknie kolejne 4 tys. km. Zaniedbania są tak kolosalne, że nawet ponad 5 mld zł zarezerwowane w przyszłym roku na modernizację torów to kropla w morzu.” - alarmuje burżuazyjna Gazeta Wyborcza. Ślicznym zwieńczeniem dwóch dekad nicnierobienia były wydarzenia z 18 grudnia b.r., gdy od dawna nieremontowanym wrocławskim wiaduktom kolejowym zagroził mróz: Chaos, płacz i zgrzytanie zębów podróżnych, ale radość prywatnych autobusowych przewoźników. Przez ostatnie lata, kawałek po kawałeczku, ćwiartowano PKP na coraz mniejsze i coraz bardziej zbyteczne spółki i spółeczki (PKP Intercity, PKP Cargo i wiele, wiele innych), co ostatecznie spowodowało rozdzielenie systemów biletowych różnych spółek kolejowych i kompletny kogel-mogel. Do tego systematycznie likwidowano kolejne połączenia i podnoszono ceny biletów. Nie trzeba chyba wspominać o absurdalnych tzw. Tanich Liniach Kolejowych, zwanych „drogimi”, wypierających dotychczasowe pociągi pospieszne... Oczywiście Ministerstwo Infrastruktury sypie jak z rękawa genialnymi pomysłami na uratowanie polskich kolei: Rząd chce stopniowo oddłużać spółkę PKP SA za pieniądze z budżetu i z Funduszu Kolejowego. Obecnie jej długi przekraczają 5 mld zł. W zamian PKP SA przekaże do skarbu państwa akcje zarządcy infrastruktury kolejowej, czyli spółki PKP Polskie Linie Kolejowe. Taka operacja jest na rękę wszystkim, którzy pragną całkowitej degrengolady państwowego przewoźnika. Takiego „uniezależnienia” PLK od PKP domaga się od Polski Komisja Europejska. Drugim scenariuszem jest masowa prywatyzacja. Dotychczas w Europie przeprowadzili ją m.in. Brytyjczycy, a częściowo Słowacy i Węgrzy, którzy sprzedali towarowego przewoźnika MAV Cargo. Oczywiście teraz bardzo tego żałują, ale to już przysłowiowa musztarda po obiedzie. Jednak naszych „specjalistów od cudów” wcale to nie zraża. Przecież obywatele, a nie elity, ucierpią na wyprzedaży Polskich Kolei Państwowych. „Najpierw pod koniec 2010 r. na giełdę ma trafić PKP Intercity. W latach 2010-11 sprzedana miałaby być też trójmiejska SKM, Przedsiębiorstwo Napraw Infrastruktury, a w 2011 r. - PKP Energetyka (spółka zajmująca się dystrybucją energii elektrycznej). Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, to w 2011-12 r. sprywatyzowany będzie też towarowy kolos PKP Cargo. Właściciela ma zmienić też LHS (linia szerokotorowa), Telekomunikacja Kolejowa oraz PKP Informatyka. Spółka-matka, czyli PKP SA, pozostałaby przez kilka lat jako agencja restrukturyzująca majątek kolejowy, ale docelowo zostałaby zlikwidowana”. Rząd uroił sobie, że na tym paserstwie zarobi ponad 2,5 miliarda złotych. Ale co stanie się, gdy pieniądze się już skończą? Gdy władzę w kraju objęły siły reakcji, ich zagraniczni mocodawcy postawili sobie za cel całkowite uzależnienie kraju od wielkiego kapitału. W tym celu kolejne rządy wyprzedawały krok po kroku majątek, stworzony wieloletnią ciężką i uczciwą pracą milionów obywateli. Państwowi przewoźnicy – jak PKS i PKP – również zostali przeznaczeni na odstrzał. Przedtem jednak, kolejne marionetkowe rządy dokładały wszelkich starań, aby uczynić tym przedsiębiorstwom jak największe szkody, również przez pozbawienie ich zaufania ze strony użytkowników. Również sprzedajne media „urabiają” opinię publiczną, aby przyszłą prywatyzację przyjęła z samobójczym entuzjazmem. Ale przecież „o takie Polskie” walczyła „Solidarność”. No i wywalczyła. ***
21.12.2009
Zawsze z wrogami Polski W sobotę papież Benedykt XVI przybliżył beatyfikację Piusa XII, publikując dekret o „uznaniu heroiczności cnót” człowieka, zwanego – nie bez powodu – papieżem Hitlera. Co skłoniło Josepha Ratzingera do podjęcia takiego działania? Czyżby sentyment za czasami służby w Hitlerjugend? Tak czy siak, warto przybliżyć czytelnikom sylwetkę przyszłego katolickiego „błogosławionego”... Gdy świat protestował przeciwko zbrodniom Hitlera, Watykan poprzez późniejszego papieża Piusa XII, ówczesnego nuncjusza w Berlinie, pierwszy nawiązał z nim stosunki. Gdy w roku 1939 imperializm niemiecki rozpoczął nowy Drang nach Osten, a ceną za jego współudział w planach obozu imperialistycznego – w wojnie przeciwko ZSRR – miała być Polska, Watykan pierwszy domagał się od ówczesnego rządu sanacyjnego zrzeczenia się Gdańska i tzw. korytarza. Wierny swej polityce popierania militaryzmu niemieckiego, Watykan milczał, gdy na rozkaz Hitlera setki tysięcy Polaków wypędzone zostały przez hordy hitlerowskie ze swych domów, gdy dymiły piece krematoryjne Oświęcimia i Majdanka, gdy miliony Polaków, a wśród nich setki księży, za swą wierność Ojczyźnie płaciły śmiercią w obozach koncentracyjnych. Przeciwnie, wtedy to właśnie, na rozkaz Watykanu, biskupi polscy Adamski, Kaczmarek i inni, wysługując się okupantowi wzywali, podobnie jak ich poprzednicy za czasów powstań, do uległości i posłuszeństwa wobec najeźdźcy. Nie milczał jednak Watykan, gdy po II Wojnie Światowej, dzięki zwycięstwu Armii Radzieckiej, Polska silna i niepodległa wróciła na swe ziemie piastowskie nad Odrą, Nysą Łużycką i Bałtykiem, gdy naród polski złączony sojuszem ze Związkiem Radzieckim, pod kierownictwem partii klasy robotniczej, rozpoczął walkę o to, aby nasz kraj nigdy już nie był słaby i bezbronny, aby już nigdy nie stał się łupem najeźdźców. Ponieważ taka Polska nie leżała w planach ani USA ani Watykanu, który po klęsce Hitlera znalazł sobie za oceanem nowego sojusznika. Przeciwnie, taka Polska utrudniała realizację planów nowej wojny przeciwko siłom pokoju i postępu. Wojny, której głównym narzędziem miał stać się odbudowany na nowo imperializm niemiecki. Dlatego też nie było przypadkiem, że u zarania Polski Ludowej, Pius XII posłużył się niektórymi dostojnikami wysokiej hierarchii kościelnej dla sabotowania reform gospodarczych i społecznych w Polsce. Mało tego! Stanął po stronie odwetowców z RFN, udzielając im swego błogosławieństwa i poparcia... I właśnie takiego człowieka Kościół pragnie wynieść na ołtarze, wskazując na... heroiczność jego cnót. Jeżeli to są cnoty, to jak zdaniem Benedykta XVI wyglądają przejawy nikczemności?! ***
17.12.2009
Powrót kapitalizmu – powrót gruźlicy Gruźlica ma się dobrze. W tej chwili, już ponad 2 miliardy ludzi nosi w sobie jej prątki. Choroba rozwinie się u 10 proc. z nich – ostrzegano w środę w Warszawie na relacjonowanym przez Polską Agencję Prasową otwarciu wystawy „Ludzkie oblicza gruźlicy”. Ekspozycja obejmuje zdjęcia fotografów z kilku krajów (m. in. Indii i Rosji) w których gruźlica stanowi szczególny problem zdrowotny i społeczny. Według danych Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), w 2008 r. na świecie na gruźlicę zachorowało 9,4 mln ludzi, a zmarło 1,4 mln, przypomniała na otwarciu wystawy dr hab. Maria Korzeniewska-Koseła, kierownik Zakładu Epidemiologii i Organizacji Walki z Gruźlicą w Instytucie Gruźlicy i Chorób Płuc w Warszawie. Jej zdaniem, ważny problem stanowi współistnienie HIV/AIDS i gruźlicy. 15 proc. przypadków gruźlicy (1,4 mln wszystkich nowych zachorowań) dotyczy właśnie osób chorych na AIDS, który jest stanem najsilniejszego osłabienia układu odpornościowego. Do najważniejszych czynników grożących aktywacją choroby należą właśnie niedożywienie i osłabienie odporności. „Tylko 5 proc. przypadków gruźlicy stwierdza się w krajach europejskich. Najwięcej zachorowań – ponad 80 % – występuje w biednych krajach Azji i Afryki Subsaharyjskiej” – podkreśliła dr hab. Korzeniewska-Koseła. Najgorzej sytuacja wygląda w Indiach, Indonezji, RPA, Nigerii, Bangladeszu i Etiopii. Duży odsetek zachorowań notuje się też w Rosji i krajach byłego ZSRR, gdzie ogromnym problemem jest gruźlica wielo-lekooporna (MDR-TB), czyli postać choroby oporna na przynajmniej dwa antybiotyki przeciwprątkowe. Na liście państw najbardziej dotkniętych tą postacią gruźlicy znajduje się aż 13 byłych republik radzieckich, w tym Azerbejdżan, Mołdawia, Kazachstan, Ukraina, Uzbekistan, Białoruś, Gruzja, a także państwa nadbałtyckie – Estonia, Łotwa, Estonia. Pojawiła się również postać gruźlicy skrajnie opornej na leczenie (XDR-TB), tj. takiej, która nie daje się leczyć nie tylko dwoma najsilniejszymi antybiotykami przeciwgruźliczymi pierwszego rzutu, ale też dwoma lekami drugiego rzutu. Jak oceniła dr hab. Korzeniewska-Koseła, występowanie zmutowanych prątków opornych na leki jest wyłącznie efektem działalności człowieka, tj. nieprawidłowego leczenia, np. nieprzestrzegania przez pacjentów zaleceń lekarskich i przerywania terapii na własną rękę. W krajach biednych jest to często związane z przerwami w dostawach leków, wskutek czego pacjenci zaczynają brać inny lek, a później znów wracają do poprzedniego. W Azji na przykład sytuację pogarsza fakt, że leki przeciwprątkowe są w wolnej sprzedaży i pacjenci mogą je kupować na własną rękę. W Polsce zachorowania na gruźlicę są częstsze niż w krajach Europy Zachodniej. W 2008 roku odnotowano u nas ponad 8 tys. zachorowań. Obecnie zachorowania dotyczą najczęściej osób w wieku średnim i podeszłym, czyli tych, które najprawdopodobniej zaraziły się prątkami w latach 70. i 80., a choroba uaktywniła się u nich w związku z osłabieniem odporności. A co osłabiło ich odporność? Przywrócenie ustroju kapitalistycznego, które wepchnęło miliony ludzi w nędzę i wprowadziło zasadę, że zdrowie jest towarem. Warto zwrócić szczególną uwagę na zależność między rozpadem ZSRR i upadkiem krajów demokracji ludowej, a gwałtownym wzrostem zachorowań na gruźlicę – chorobę ludzi biednych i źle odżywionych. Chorobę milionów mieszkańców naszej planety. Bardzo trafne są niektóre wypowiedzi internautów, komentujących owo zagadnienie: „Gruźlica to choroba biedoty. Dzisiaj bieda jest wszędzie. Ludzie nie mają za co żyć, za co się leczyć, niektórzy mają fatalne warunki mieszkaniowe. Będzie coraz gorzej.”, „Polacy wypluwają dobrobyt transformacji systemowej razem z płucami”... ***
10.12.2009
Najsłabsze ogniwa? Grecki dług publiczny niebawem przekroczy 300 miliardów euro (113 procent Produktu Krajowego Brutto!) i pobije tym samym swoisty rekord: stanie się największym długiem publicznym w historii współczesnej Grecji. Natomiast deficyt budżetowy tego kraju – co musiał przyznać nawet socjaldemokratyczny wiceminister finansów – jest najwyższy od 16 lat. Europejska burżuazja nie ukrywa swego zaniepokojenia sytuacją w kolejnym po Irlandii kraju Unii Europejskiej, który stoi na krawędzi całkowitej ruiny gospodarczej. Choć Ewald Nowotny, szef Centralnego Banku Austrii i jednocześnie członek Rady Gubernatorów Europejskiego Banku Centralnego (EBC), jest zdania, że kryzys greckich finansów publicznych nie rozsadzi strefy euro, to w kuluarach słychać opinie wręcz krańcowo odmienne od tej. Na Zielonej wyspie sprawy wcale nie mają się lepiej: Irlandzki minister finansów Brian Lenihan domaga się szeroko zakrojonych cięć we wszystkich dziedzinach, aby ustabilizować nadwyrężone finanse publiczne. Oszczędności na sumę 4 mld euro obejmują obniżki płac w sektorze publicznym oraz zasiłków wychowawczych i dla bezrobotnych. Ma to zredukować przyszłoroczny deficyt do zakładanej wysokości 11,6% PKB. Tradycyjnie, kapitaliści przerzucają ciężar kolejnego już kryzysu kapitalizmu na barki wyzyskiwanych przez ten totalitarny ustrój: W środę Sejm Litwy zgodził się na obniżkę świadczeń emerytalnych od 2010 roku przez dwa lata. Na mocy przyjętej przez parlament ustawy, zmniejszone zostaną na Litwie o 5-15 proc. niemal wszystkie emerytury i różnego rodzaju świadczenia socjalne. Maksymalna kwota zasiłku dla bezrobotnych obniży się z 1040 litów (ok. 301 euro) do 650 litów (ok. 188 euro). - jak podają ze współczującym westchnieniem agencje informacyjne. Ale czy powyższe fakty zwiastują nadejście socjalistycznej rewolucji? Lenin pisał w „Dziecięcej chorobie lewicowości w komunizmie”: "Podstawowe prawo rewolucji, potwierdzone przez wszystkie rewolucje, zwłaszcza zaś przez wszystkie trzy rewolucje rosyjskie w XX wieku, polega oto na tym: dla rewolucji nie wystarcza, aby masy wyzyskiwane i uciskane uświadomiły sobie, że nie podobna żyć po staremu i zażądały zmiany; dla rewolucji konieczne jest, aby wyzyskiwacze nie mogli żyć i rządzić po staremu. Wtedy dopiero, kiedy „doły” nie chcą starego i kiedy „góry” nie mogą po staremu - wtedy dopiero rewolucja może zwyciężyć. Innymi słowy prawda ta brzmi: rewolucja jest niemożliwa bez ogólnonarodowego (dotyczącego i wyzyskiwanych i wyzyskiwaczy) kryzysu. A zatem dla rewolucji trzeba, po pierwsze, dopiąć tego, aby większość robotników (lub przynajmniej większość świadomych, myślących, politycznie aktywnych robotników) zrozumiała w zupełności konieczność przewrotu i aby w imię jego gotowa była pójść na śmierć, po drugie, aby klasy rządzące przeżywały kryzys rządowy, który wciąga do polityki nawet najbardziej zacofane masy (oznaką wszelkiej prawdziwej rewolucji jest szybkie udziesięciokrotnienie albo nawet ustokrotnienie liczby zdolnych do walki politycznej przedstawicieli mas pracujących i uciskanych, dotychczas pogrążonych w apatii), obezwładnia rząd, a rewolucjonistom umożliwia szybkie obalenie go." ***
5.12.2009
Greccy Towarzysze w obronie KPP 3 grudnia, jako wyraz międzynarodowej solidarności z Komunistyczną Partią Polski oraz w ramach protestu przeciwko żenującej kampanii antykomunistycznej polskich władz, George Toussas z Komunistycznej Partii Grecji złożył następującą interpelację w Parlamencie Europejskim: „W związku z poprawką do kodeksu karnego, podpisaną przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego, zakaz symboli komunistycznych stanie się w Polsce obowiązującym prawem. Jest on kontynuacją antykomunistycznej kampanii, która zrównuje komunizm z faszyzmem, podejmuje próbę zafałszowania historii i zakazuje wszystkiego, co przywołuje na myśl budowę socjalizmu i osiągnięcia demokracji ludowych. Ten akt prowokacji ma na celu wniesienie oskarżeń przeciwko każdemu, kto wyraża sprzeciw wobec teraźniejszości oraz walczy o lepszą przyszłość. Konsekwencją złamania tego prawa jest grzywna bądź kara do dwóch lat więzienia. Podobne środki były stosowane przez nazistów w Europie podczas II Wojny Światowej oraz przez faszystowskie dyktatury w Grecji, Hiszpanii i Portugalii. Te reakcyjne środki łamią podstawowe zasady demokracji i wolności obywatelskie i są zniewagą dla poświęceń milionów komunistów i robotników, którzy polegli w walce przeciwko faszyzmowi i nazizmowi. Czy Rada odpowie, czy potępia te reakcyjne decyzje polskiego rządu i – szerzej – czy potępia prześladowanie komunistów i robotników w ogóle?” |