![]() |
| Start | Aktualności | Dokumenty
|
Brzask |
Galeria |
Świat
|
Historia |
Forum
|
Kontakt |
Linki |
|
Październik
2009 *** 31.10.2009
Wybrał wolność Burżuazyjnym środkom masowego przekazu trafił się twardy orzech do zgryzienia. Jak mają bowiem wytłumaczyć ucieczki obywateli państw kapitalistycznych do krajów demokracji ludowej? O najbardziej – jak dotąd – spektakularnym przypadku zrywu do wolności, poinformowały niedawno północnokoreańskie media... Agencja informacyjna KCNA stwierdza: 30-letni Kang Dong-rim przekroczył granicę w poniedziałek i jest pod dobrą opieką Koreańskiej Republiki Ludowo-Demokratycznej. Mężczyźnie udało się przejść przez silnie zabezpieczoną strefę zdemilitaryzowaną, która od ponad pół wieku oddziela dwa państwa na Półwyspie Koreańskim. Według KCNA, człowiek ów wielokrotnie próbował przekraczać granicę, kiedy służył w południowokoreańskiej armii w latach 2001-2003. Agencja Associated Press podaje, że Kang pracował w fabryce Samsunga zanim przeniósł się na farmę na południu kraju. W tym kontekście bardzo interesujące są reakcje internautów, którzy starają się pomóc polskim mediom wyjaśnić owo wydarzenie: „Może zarabiał minimalną płacę, może był bezrobotnym, może musiał czekać na wizytę u lekarza rok a może i dłużej, może do końca życia nie uzbierałby na mieszkanie, może dlatego uciekł.”, „Nie oszalał, tylko przejrzał na oczy. Na totalitarny kapitalizm który poprzez prywatę i ograniczające wciąż przepisy pozbawia w rzeczywistości ludzi wolności”, „Ja zrobię to samo, bo w takim kraju nie da się żyć! Bezrobocie, eksmisje, bezdomność, brak środków na życie , i wszechwładna władza burżuazyjna, no totalitaryzm kapitalistyczny.” Rzecz jasna, najlepszym rozwiązaniem jest, aby zamiast szukać schronienia w państwach budujących socjalizm, wyzyskiwani przez kapitalizm ludzie zjednoczyli się i wspólnie ów kapitalizm obalili. Wtedy problemy z jakimi zmaga się choćby KRLD (np. blokada gospodarcza, zagrożenie napaścią ze strony Korei Południowej i USA etc) zostałyby pomyślnie rozwiązane. Mimo to nie należy jednak potępiać Kang Dong-rima, który nie był w stanie znieść totalitaryzmu panującego w kapitalistycznej Korei. Warto natomiast przy tej okazji zapoznać się z interesującymi wypowiedziami na temat KRLD, które pojawiły się na forum KPP oraz z filmami pokazującymi prawdziwe życie w tym kraju (http://www.youtube.com/watch?v=sUvYVZvGUC0). ***
28.10.2009
Drużyna B Dlaczego większość społeczeństwa żyje w biedzie, a bezrobocie rośnie? Fundacja Forum Obywatelskiego Rozwoju i Towarzystwo Ekonomistów Polskich zna odpowiedź: Bo Polacy są rozrzutni i nie znają się na ekonomii. Owe zatroskane o losy współrodaków organizacje, pod przewodnictwem niesławnego specjalisty od przywracania kapitalizmu – profesora Leszka B. – rozstrzygnęły konkurs pod wielce obiecującym tytułem: „Co Polska powinna zrobić, aby dogonić najbogatszych?” Laureatem został student ekonomii na SGH i matematyki na UW, którego danych osobowych z litości tu nie przytoczę. Za to z chęcią zacytuję jego receptę na dobrobyt, którą wyjawił gazetce „Metro”: „W badaniach założyłem, że mamy gonić UE. Z liczbami się nie dyskutuje, a one wskazują jednoznacznie – w Polsce trzeba obniżać podatki, więcej inwestować w infrastrukturę, nie szczędzić pieniędzy publicznych na badania i rozwój, mniej wydawać na kwestie socjalne, walczyć o inwestycje zagraniczne, zwiększać dostępność do internetu. (…) Trzeba edukować obywateli ekonomicznie już od podstaw: w podstawówce, gimnazjum i liceum. W końcu każdy Kowalski, gdy zna się na ekonomii, bardziej świadomie inwestuje swoje pieniądze i nie słucha populistycznych polityków”. Powyższa wypowiedź jest świetnym przykładem braku wyobraźni i zaczadzenia drobnomieszczańskim populizmem: Więcej inwestować przy zmniejszeniu wpływów do budżetu oraz tak intensywnie prać mózgi obywateli aby stali się bezmyślni na podobieństwo zombie. Na podobieństwo młodych wilczków profesora B. Widać, że walka między dwiema grupami burżuazyjnych ekonomistów zaostrza się. Obydwie są bowiem zaniepokojone pogłębianiem się kolejnego kryzysu kapitalizmu. Drużyna K (od nazwiska prof. Grzegorza Kołodki) opowiada się za „kapitalizmem z ludzką twarzą”, który wzmocniony państwową pomocą znów przeskoczy do fazy boomu (po nim znów nastanie kryzys, ale to już leży poza horyzontem pojmowania tych „ekonomistów”). Natomiast Drużyna B (od nazwiska sami wiecie kogo) sprzeciwia się nawet tworzeniu pozorów. Jedyne co ich zadowala to nagi, brutalny, kapitalistyczny wyzysk. Rzecz jasna obie walczące strony nie potrafią wznieść się ponad swoją piaskownicę. Nie rozumieją też, że ludzie to nie zabawki. Prawdziwe życie biegnie swoim wartkim nurtem – bez względu na jałowe spory burżuazyjnych mędrków – oraz zgodnie z odkrytymi przez Karola Marksa prawami rozwoju ekonomicznego, wiedzie wprost do zagłady kapitalizmu i budowy społeczeństwa komunistycznego. O to zresztą my – komuniści – walczymy. Jak mówi mądrość ludowa: Gdzie dwóch się bije, tam dentysta korzysta. A bywa, że i grabarz. ***
21.10.2009
Perełki z gąszczu informacji Od pewnego czasu coraz bardziej obniża się poziom merytoryczny informacji podawanych przez ogólnopolskie portale internetowe. Za przykład niech posłużą choćby same tytuły: „Poseł X jednorękim bandytą”, „Uczciwa studentka oddała kopertę z pieniędzmi”, „Autobus woził martwego mężczyznę przez dwie godziny”... Najbardziej przygnębiający jest fakt, że ilekroć czytelnikowi wydaje się, że media sięgnęły dna, do jego uszu dobiega odgłos pukania od spodu. W gąszczu takich zupełnie nieistotnych, plotkarskich wręcz doniesień, którymi jesteśmy zewsząd bombardowani (charakterystyczna dla kapitalizmu rozproszona propaganda), giną informacje naprawdę ważne. Ze świecą ich szukać. Ot, na przykład: Z najnowszych wyliczeń zaprezentowanych przez burżuazyjną „Rzeczpospolitą” wynika, że świadczenia emerytalne ludzi obecnie zatrudnionych będą przerażająco niskie. „Obecne 30-latki, które mają przeciętną pensję, mogą liczyć za 35 lat na świadczenia odpowiadające około 60 procent ich ostatnich miesięcznych zarobków. Gdyby nie wprowadzono reformy emerytalnej, dostaliby nawet o jedną trzecią więcej. (…) W pierwszych latach obowiązywania reformy realna wartość przyznawanych przeciętnych emerytur będzie się zmniejszać. 65-latki kończące pracę w 2034 r. dostaną miesięcznie realnie po 100 zł mniej niż ci, którzy przejdą na emeryturę dziesięć lat wcześniej.” Z kolei sondaż przeprowadzony dla Gazety Wyborczej odkrywa, że większość studentów uczelni prywatnych (71 proc.) nie chce wprowadzenia opłat za studia na uczelniach państwowych. To niewiele mniej niż ich koledzy ze szkół publicznych (92 proc.). Wykładowcy z prywatnych uczelni częściej (28 proc.) niż ich koledzy ze szkół publicznych (19 proc.) opowiadają się za wprowadzeniem płatnych studiów. O czym to świadczy? Ano o sprzeciwie (mniej lub bardziej przemyślanym) wobec planów prywatyzacji szkolnictwa wyższego i uczynienia w ten sposób z nauki przywileju elit. Taki opór to bardzo dobry znak. Tymczasem sytuacja większości społeczeństwa wyraźnie się pogarsza, rośnie rozwarstwienie majątkowe między posiadaczami środków produkcji, a tymi, którzy są tych środków pozbawieni. Coraz droższe stają się nawet produkty pierwszej potrzeby. Wśród tzw. opinii publicznej zaczął krążyć bardzo gorzki, lecz trafny kawał: „Na co zwracacie uwagę, kiedy bierzecie masło dla swojej rodziny? Na kamery i ochronę.” W tej sytuacji należy starać się przebijać wzrokiem przez zasłonę dymną medialnego rozgardiaszu, wychwytywać niewygodne dla wyzyskiwaczy fakty i zaznajamiać z nimi jak największą liczbę współobywateli. Trzeba nadawać komunistycznej agitacji coraz większy rozmach i zasięg. ***
14.10.2009
Absolwenci bezrobocia Burżuazyjne gazety zalewają się krokodylimi łzami: Oto w urzędach pracy zarejestrowanych jest już 370 tysięcy osób, które nie skończyły 25 lat. Ta przerażająca liczba zdołała zwiększyć się przez rok o 100 tysięcy młodych ludzi. Stanowią oni teraz czwartą część ogółu bezrobotnych. Rząd strzegący interesów kapitału stwierdził ustami swego wiceministra pracy, że nie widzi w tym wszystkim powodu do niepokoju: „Aktywność zawodowa ludzi w tym wieku jest niska, oni jeszcze często dokształcają się, studiują, bo okazało się, że zdobyli niewłaściwe kwalifikacje”. Skoro wzrost bezrobocia jest tendencją ogólnoeuropejską, to należy się do niej ściśle dostosować. Zresztą – zdaniem sprzedajnych „ekspertów” - brak pracy jest zawsze winą bezrobotnych: złego wyboru studiów, zbyt małej mobilności, posiadania choć odrobiny poczucia godności itp. Brutalna rzeczywistość zadaje kłam tym mitom: „Pracodawcy” (kto tu tak naprawdę daje wyzyskiwaczowi swoją pracę?!) wymagają od absolwentów, aby ci mieli za sobą lata stażu i doświadczenie 50-latków, zaś wymagania świnek morskich. Nawet jeśli „ulitują się” nad bezrobotnymi – to i tak zatrudnią ich na szaro, czarno lub na tzw. umowy śmieciowe, beż żadnych praw i z nienormowanym czasem pracy. Rzadko wypłacane nędzne grosze i pełna dyspozycyjność. Oto co przeżywają wczorajsi absolwenci, a co czeka dzisiejszych studentów. Odkąd siły reakcji zniszczyły Polskę Ludową, ani ludzie wkraczający w dorosłość, ani pozostała część społeczeństwa (z wyjątkiem burżuazji) nie mogą już liczyć na naprawdę bezpłatną służbę zdrowia. Na zdobycie pracy i stabilizacji życiowej, która pozwoli im założyć rodzinę i wychować dzieci. „Bierzcie co dają, wybrzydzać będziecie potem! Słabo płatne staże absolwenckie to cena, jaką musicie zapłacić”. – mącą młodym w głowach ich wyzyskiwacze. A część słuchaczy daje się na to nabrać. Ba! Niektórzy nawet przestają określać się mianem bezrobotnych, a zamiast tego mówią ze wstydem: „Jestem bierny zawodowo”. Wzdrygając się z obrzydzenia na – przecież zbawcze dla nich – słowo „komunizm”, dają się wyciskać jak cytryny w imię wiary w uśmiech losu i awans od pucybuta do milionera. Cała Europa – po likwidacji państw demokracji ludowej – doświadcza demontażu tzw. państwa opiekuńczego (którego mirażem burżuazja mamiła społeczeństwa „Bloku Wschodniego”) i przywrócenia prawdziwego, krwiożerczego kapitalizmu. Ustroju, który zawsze potrzebuje armii taniej siły roboczej. Armii bezrobotnych. Na naszym kontynencie, bez pracy pozostaje ponad 5 milionów ludzi, którzy nie przekroczyli 25 roku życia. Ich jedyną nadzieja i szansą jest przyłączenie się pod nasze czerwone sztandary. Tylko sierp i młot mogą zwrócić im ich przyszłość, ich pracę, ich życie. ***
10.10.2009
Nobel na drogę Amerykański prezydent Barack Obama został laureatem Pokojowej Nagrody Nobla. Wywołało to oczywiście lawinę komentarzy, choć stało się również pożywką dla balansujących na granicy rasizmu niewybrednych uwag – nie tylko ze strony polskich dziennikarzy. Na jednym z portalów napisano, że pozostaje tylko czekać, aż w ten sam sposób uhonorowany zostanie Fidel Castro i Kim Dzong Il. Może w natłoku „gadających głów” warto byłoby wsłuchać się w głos człowieka, którego próbowało zabić wielu prezydentów USA i który ich wszystkich przeżył. W głos Fidela Castro. Kubański przywódca ocenił, że przyznanie Pokojowej Nagrody Nobla prezydentowi USA Barackowi Obamie było „pozytywnym krokiem”, który według niego miał stanowić krytykę ludobójczej polityki prowadzonej przez poprzedników Obamy w Białym Domu. Nie zawsze podzielam stanowisko tej instytucji (tzn. Komitetu Noblowskiego), ale muszę przyznać, że tym razem był to krok pozytywny. To wynagradza Obamie niepowodzenie, którego doznał w Kopenhadze, gdy na miejsce igrzysk olimpijskich w 2016 r. wybrano Rio de Janeiro, a nie Chicago, co wywołało ataki jego przeciwników ze skrajnej prawicy – napisał 83-letni Castro w oświadczeniu opublikowanym w sobotę na stronie internetowej cubdebate.cu. Niektórzy uważają, że nie zasłużył sobie jeszcze na takie wyróżnienie. Pragniemy widzieć w tej decyzji nie tyle nagrodę dla prezydenta Stanów Zjednoczonych, co krytykę ludobójczej polityki prowadzonej przez część prezydentów tego kraju oraz wezwanie do pokoju i poszukiwania rozwiązań prowadzących do przetrwania naszego gatunku – dodał Castro. Należy pamiętać, że Obama – jeśli jest „lewicowy” to tylko na amerykańską miarę. Bliżej mu do Tony'ego Blaira niż do Fidela Castro. Nie przeszkadza to przeciwnikom określać go mianem „socjalisty”. Jednak Obama socjalistą nie jest. Gdyby nawet w głębi serca podzielał ten światopogląd, to jako przywódca Stanów Zjednoczonych pozostaje tylko figurantem. Niczym władca w polskiej monarchii elekcyjnej. Prawdziwą władzę dzierżą wielkie monopole, korporacje i burżuazja. To one rozdają karty i decydują o wynikach wyborów – plebiscytów między dwiema głowami tej samej maszkary. To one usunęłyby Obamę, gdyby uznały go za „czerwonego”. Dlatego też można żywić nadzieję, ale nie należy żywić złudzeń. ***
4.10.2009
Przegrana bitwa, ale nie wojna! Siły reakcji nie posiadają się z radości: Wbrew sondażom, ogromną większością głosów Irlandczycy poparli w piątek w ponownym referendum Traktat z Lizbony. Za Traktatem głosowało 67,1 proc. wyborców, przeciw było 32,9 proc. - ogłosił w sobotę w Dublińskim Zamku przewodniczący Centralnej Komisji Wyborczej. Za Traktatem z Lizbony głosowało ponad 1,214 mln Irlandczyków, którzy stawili się do urn. Przeciw było 594 tys. wyborców. Tak duże zwycięstwo zaskoczyło nawet obóz prowadzący kampanię na "tak". Liczba zwolenników Traktatu wzrosła o 20 proc. w porównaniu z pierwszym referendum w czerwcu 2008 roku, kiedy przeciwko było 53,4 proc. głosujących, a za - 46,6 proc. osób. Wyższa była też frekwencja i wyniosła 58 proc., podczas gdy w 2008 roku - 52,7 proc. - Irlandczycy pokazali, że wiążą swą przyszłość i przyszłość swoich dzieci z Europą. Chcą, by Irlandia pozostała w sercu Europy - powiedział premier Brian Cowen na konferencji prasowej w Dublinie. O tak! Europy koncernów, militaryzmu i wyzysku ludzi pracy. Europy elit i instytucji finansowych. Podziękował partiom opozycyjnym, które wsparły rząd w kampanii na rzecz ratyfikacji Traktatu z Lizbony przez Irlandię. Wyraził przekonanie, że "zwycięstwo umożliwiły gwarancje", jakie Irlandia uzyskała od partnerów w UE po pierwszym referendum: Traktat z Lizbony nie będzie wchodził w irlandzkie kompetencje dotyczące zakazu aborcji, neutralności kraju, polityki podatkowej, ponadto Dublin utrzyma stanowisko komisarza w Komisji Europejskiej. Widać więc jak na dłoni, że do walki o zwycięstwo Traktatu włączyła się cała irlandzka burżuazja, a słowo "opozycja" straciło już dawno temu na znaczeniu. - To bardzo ważna wiadomość dla Europy, dzięki Traktatowi z Lizbony UE będzie sprawniejsza i lepiej widoczna na arenie międzynarodowej, bardziej skuteczna w walce ze zmianami klimatycznymi i polityce zagranicznej - cieszył się irlandzki eurodeputowany z opozycyjnej Partii Pracy Proinsias De Rossa. Niemal wszystkie partie polityczne, w tym opozycyjne, wsparły rząd w kampanii na rzecz Traktatu z Lizbony, nie wykorzystując referendum jako okazji do osłabienia skrajnie niepopularnego rządu Briana Cowena. - Przyszłość Europy była dla nas ważniejsza od przyszłości rządu - powiedział De Rossa. Dla Irlandii - jak ocenił - pozytywny wynik oznacza przede wszystkim nadzieję na szybsze wyjście z recesji. Istniało ryzyko, że inwestorzy odebraliby wynik na "nie" jako oznakę politycznej niestabilności, co podniosłoby koszty obsługi długu irlandzkiego i źle wróżyło Irlandii, biorąc pod uwagę 20-miliardową dziurę budżetową. A inwestorów lepiej nie złościć, skoro w swej dobroci dają Irlandczykom pracę i ochłapy ze swych stołów. Burżuazyjni eksperci nie mają wątpliwości, że część wyborców, głosujących rok temu przeciw Traktatowi, zmieniła zdanie właśnie z powodu kryzysu finansowego i gospodarczego, w którym pogrążył się od roku "celtycki tygrys". Kryzys pokazał, że bez pomocy Unii i przede wszystkim Europejskiego Banku Centralnego, który zasilił irlandzkie banki sumą 120 mld euro, Irlandia by sobie nie poradziła. Wielu wyborców - jak ocenia irlandzki ekspert z Center for European Reform (CER) Hugo Brady - obawiało się, że Irlandia może negatywnie odczuć "konfrontację z UE" i dlatego poparli Traktat z Lizbony. Jego zdaniem, oprócz kryzysu na zmianę postaw wyborców wpłynęła najbardziej obietnica złożona przez partnerów w UE, że Irlandia - tak jak każdy unijny kraj - utrzyma w UE swego komisarza pomimo wcześniejszych planów redukcji liczby komisarzy. - Myślę, że to zobowiązanie, iż Irlandia utrzyma komisarza, było najważniejsze. Było też łatwe do wyjaśnienia w kampanii. Kryzys i komisarz razem - to zdecydowanie najważniejsze rzeczy, które odpowiadają za zmianę - powiedział Hugo Brady. Na wynik referendum ze wstrzymanym oddechem czekała Unia Europejska. 4-milionowa Irlandia (zaledwie 1 proc. populacji UE) była bowiem ostatnim krajem, który nie ratyfikował nowego traktatu. Stawka była bardzo wysoka, bo jak zapewniali unijni politycy i eksperci, ani trzecie referendum w Irlandii nie wchodziło w grę, ani renegocjacje Traktatu w UE. Traktat z Lizbony był już przecież odpowiedzią na poprzednią porażkę traktatu konstytucyjnego. Ratyfikacja Traktatu z Lizbony przez Irlandię oznacza, że do wejścia w życie dokumentu brakuje już tylko podpisów prezydentów Czech i Polski, gdzie parlamenty narodowe ratyfikowały dokument. - Dziś jest pierwszy dzień nowej przyszłej Europy, zjednoczonej, demokratycznej, skutecznej i silnej. Wraz z nowym traktatem UE będzie zdolna stawić czoło ważnym wyzwaniom, takim jak kryzys gospodarczy i finansowy w sposób bardziej europejski, spójny i skuteczny - powiedział były premier Belgii Guy Verhofstadt, obecnie lider frakcji liberalnej w Parlamencie Europejskim. Podkreślił, że teraz "potrzebujemy już tylko podpisów prezydentów (Polski i Czech)". - To kwestia dni - dodał - bo przecież ich parlamenty już ratyfikowały dokument. To polityczna odpowiedzialność, by go podpisać. Warto zaznaczyć, że główną (choć przemilczaną w mediach) siłą polityczną działającą na rzecz powtórnego odrzucenia traktatu monopoli i imperializmu jest Komunistyczna Partia Irlandii, wspierana również przez komunistów z innych krajów europejskich. Z dumą możemy odnotować, że Komunistyczna Partia Polski zdała ten egzamin z internacjonalizmu: Nasz Towarzysz aktywnie włączył się w walkę KP Irlandii o Europę wolną od wyzysku. Zakładając, że referendum nie zostało sfałszowane (choć tej możliwości nie można wykluczyć), można pocieszyć się myślą, że przegrana bitwa nie decyduje wcale o przegranej wojnie. Tym bardziej, że wynik starcia pracy z kapitałem jest przesądzony. Zwycięży socjalizm. Takie są fakty. |