![]() |
| Start | Aktualności | Dokumenty
|
Brzask |
Galeria |
Świat
|
Historia |
Forum
|
Kontakt |
Linki |
|
Wrzesień
2009 *** 26.09.2009
Karać za komunizm?! Na 50. posiedzeniu Sejmu RP, w piątek 25 września, posłowie przyjęli nowelizację kodeksu karnego. Nowelizację, która przewiduje karanie za – jak wynika ze stenogramu – „rozpowszechnianie treści lub nośników o symbolice komunistycznej”. Oczywiście jest to gigantyczny bubel prawny kolidujący z niemal wszystkimi polskimi ustawami, w tym najważniejszą – Konstytucją. Tym niemniej ruszyła ofensywa sił reakcji. Pozwolę sobie zacytować fragment stenogramu z posiedzenia dostępny na stronie www.sejm.gov.pl. Strony 208-209 stenogramu: Marszałek Sejmu: „W 6. poprawce do art. 256 paragraf 2 kodeksu karnego wnioskodawcy proponują, aby objąć penalizacją również czyny związane m.in. z rozpowszechnianiem treści lub nośników o symbolice komunistycznej. Komisja wnosi o przyjęcie tej poprawki. Poseł Stanisław Rydzoń: „(...) Mam pytanie. W dotychczasowym zapisie normy art. 256 KK jest inna definicja ustroju totalitarnego niż we wprowadzonym aktualnie par. 2. W związku z tym mam pytanie. Czy ta poszerzona definicja z par. 2. jest właściwa, skoro par. 1. jest w tej normie, w tym artykule najważniejszy. Czy ta poprawka powinna być przyjęta? Czy nie jest to wada prawna? Dziękuję uprzejmie.” Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Sprawiedliwości Piotr Kluz: „(...) Zauważamy pewną niekonsekwencję legislacyjną w tym zakresie. Proponowany par. 1. nic nie mówi o ustroju komunistycznym. Jest to pewna niekonsekwencja systematyczna, dlatego też nie uważamy, aby poprawka była konieczna. Pozostawiamy to decyzji państwa, natomiast nie uważamy, żeby akurat ten zapis w takiej formie odpowiadał konstrukcji KK.” „W głosowaniu udział wzięło 407 posłów. Za oddano 352 głosy, przeciw – 55, nikt się nie wstrzymał. Sejm poprawkę przyjął.” – Widocznie SLD zagłosowało przeciw. Teraz ustawę musi zatwierdzić jeszcze Senat (ma na to 30 dni lub 14 dla ustaw uchwalanych w trybie pilnym) i Prezydent (Ma na to odpowiednio 21 lub 7 dni). Chyba że teraz właśnie Sejm głosował nad senackimi poprawkami. W takim razie przed ustawą tylko decyzja prezydenta. Między ogłoszeniem aktu prawnego a jego wejściem w życie musi upłynąć co najmniej 14 dni. Akt prawny może zawsze zaskarżyć: Prezydent, Prezes RM, Marszałek Sejmu, Marszałek Senatu, 50 posłów, 30 senatorów, pierwszy prezes Sądu Najwyższego, Prezes Naczelnego Sądu Administracyjnego, Prokurator Generalny, Prezes NIK, Rzecznik Praw Obywatelskich. Poza tym KPP jako osoba prawna może złożyć skargę konstytucyjną do Trybunału Konstytucyjnego (Art 79 Konst.): Zakres przedmiotowy tej skargi dotyczy zgodności z konstytucją ustawy lub innego aktu normatywnego na podstawie którego sąd lub organ administracji publicznej orzekł ostatecznie o jego wolnościach lub prawach albo o obowiązkach skarżącego określonych w Konstytucji. Z taką skargą KPP może wystąpić tylko po wykorzystaniu wszystkich innych przysługujących jej środków ochrony Więc najpierw będzie trzeba zmusić sądy, żeby orzekły coś na podstawie tego aktu. Zdecydowanie sprzeciwiamy się próbom zrównywania faszyzmu, który bazując na rasizmie stał się przyczyną najkrwawszej wojny w dziejach dzięki wprowadzeniu w życie planu eksterminacji milionów ludzi, z komunizmem, który opiera się na zasadach sprawiedliwości społecznej i który pokonał faszystowskich ludobójców dzięki pełnej poświęcenia walce i ofiarności niezliczonych milionów mężczyzn, kobiet i dzieci. Mimo najbrutalniejszych nawet represji nie zaprzestaniemy walki o zwycięstwo socjalizmu ani nie zejdziemy z drogi do zwycięskiego, komunistycznego przeznaczenia! ***
24.09.2009
Tam, gdzie rozstrzygnie się przyszłość Podczas gdy pewna gazeta wzywa (cynicznie powołując się na troskę o... górników) do likwidacji „niebezpiecznego” polskiego przemysłu kopalnianego, pochyla się z czułością na swych łamach nad losem poniewieranych i nielubianych kamieniczników oraz zachwala wyzysk studentów znany pod nazwą „praktyk” bądź „bezpłatnego stażu" – reszta świata również jest areną bezlitosnej walki klasowej... W Hondurasie – po obaleniu przez obszarników, przemysłowców i wojskowych lewicowego prezydenta Manuela Zelayi – trwają prześladowania opozycji. Inaczej niż w Chile roku 1973, Stany Zjednoczone i większość krajów świata (a nawet państwa OPA) potępiły juntę. Inaczej niż niegdyś w Chile – legalny prezydent zdołał ocalić życie. Zelaya wrócił 21 września do kraju deklarując nawet gotowość do rozmów z samozwańczym reakcyjnym rządem, byleby tylko powstrzymano represje. Nic z tego. Został zmuszony do schronienia się w ambasadzie Brazylii, a puczyści rozpoczęli przygotowania do zbrojnego zajęcia placówki. Spuścili z tonu dopiero po ostrzeżeniu ze strony rzecznika amerykańskiego Departamentu Stanu. Tymczasem honduraski dyktator Roberto Micheletti wprowadził godzinę policyjną. Walka trwa. Jak to trafnie ujął pewien Towarzysz, „W głowach europejskich ideologów burżuazyjnych, niebezpiecznie dryfujących w stronę nowoczesnej wersji faszyzmu, zrodziła się szalona idea przepisania historii na nowo, napisania jej w duchu antykomunistycznym. Tak, aby zadać decydujący cios komunizmowi a jego zwolenników zamienić albo w śmieszną grupkę ludzi zajętych kajaniem się za rzekome <<zbrodnie komunizmu>>, którą nawet kiepski ideolog sprowadzi do parteru poprzez zwyczajne odwołanie się do nich przy byle okazji, albo groźną grupę szaleńców, których społeczeństwo traktuje jak durniów.” Media służące przecież właścicielom kapitału i kontynuatorom „dzieła” faszystów nie zdobędą się na rzetelne poinformowanie odbiorców ani o przeszłości, ani o chwili obecnej. Wręcz przeciwnie. Są pełne wyrozumiałości dla hitlerowskich Niemiec, niebawem zaczną je znowu nazywać „obrońcami zachodniej cywilizacji przed bolszewicka nawałą”. Najnowszym dzieckiem wielkich monopolistów jest tak zwany Traktat Lizboński, który za wszelką cenę pragną wprowadzić w życie. Jego następstwa byłyby przerażające. Pozwolę sobie zacytować tow. Bie – najlepiej zorientowanego w całej okołotraktatowej sytuacji: „Unia Europejska jest niczym więcej jak tylko serią umów podpisanych przez burżuazyjne rządy a raczej za stojący za nimi kapitał monopolistyczny. Na przeszkodzie pełnej dominacji kapitału w Europie stoi obecnie ustawodawstwo wprowadzone w czasie zagrożenia ze strony ZSRR, które stanowi podstawę tzw. państw dobrobytu (welfare state) oraz opór zorganizowanej i świadomej klasy robotniczej, który doprowadził już trzy razy do odrzucenia omawianego dokumentu:w Irlandii w zeszłym roku oraz, jako konstytucji europejskiej, we Francji i Holandii A teraz kiedy ZSRR już nie ma, wielki kapitał ostrzy zęby nie tylko na pozostałości welfare state ale także na wszystko co pozostało jeszcze własnością społeczną: przede wszystkim chodzi o szkoły i szpitale. Celem Traktatu Lizbońskiego jest prywatyzacja: objęcie zasadą kapitalistycznego zysku praw do powszechnej edukacji i ochrony zdrowia. Doprowadzi to do sytuacji w której droga do wykształcenia specjalistycznego będzie zamknięta przed robotnikami, natomiast powiększy się armia robotników z niskimi kwalifikacjami. Nie dość że dostarczy to kapitałowi ogromnych zysków (proszę policzyć, czesne za studenta wielkości kilku bądź kilkunastu tysięcy euro) ale też doprowadzi to do spadku wartości płacy roboczej. Dodatkowo, jakże osłabi to ruch robotniczy. Wyobraźmy sobie np. zwalniane z pracy pielęgniarki przychodzące pod sejm, a tam wychodzi do nich pan premier mówiąc: "Drogie panie, ja was wspaniale rozumiem, jestem w wami, ale to nie od nas zależy, to Bruksela, idźcie protestować do Brukseli". I wtedy może stać będzie związek na wysłanie z petycja do Brukseli jedną, może dwie osoby, gdzie wręczą petycję jakiejś anonimowej postaci z wielkiej szklanej wieży. Jak ktoś słusznie zauważył, Traktat Lizboński jest Międzynarodówką kapitału XXI w. "Pluralizm" światopoglądowy jest tylko iluzją, chwytem z zakresu marketingu i PR, podobnie jak żółte gwiazdki i niebieskie tło (swoją drogą, nawiązujące do zbrodniczego imperium króla Belgii Leopolda II - "Wolne Państwo Kongo"). Odnośnie spraw praktycznych: cała przyszłość dokumentu zależy od wyniku referendum w Irlandii, jedynym kraju w którym zmiany konstytucji muszą być potwierdzone przez referendum. W zeszłym roku obywatele Irlandii a w większości klasa robotnicza, odrzuciła dokument przewagą 8% głosów, co stanowiło nie lada zaskoczenie (sondaże mówiły co innego). Spowodowało to kryzys polityczny, jednak rząd nie zawahał się przed ogłoszeniem kolejnego referendum na następny rok (podobnie zresztą jak kilka lat wcześniej odnośnie traktatu z Nicei). Spotkałem się niedawno z ciekawą dość opinią odnośnie sił kształtujących nowy porządek Europy. Konkretnie chodzi o niemiecki kapitał przemysłowy, który w ogromnym stopniu zachował swój narodowy charakter (podobnie jak kapitał francuski). W odróżnieniu np. od kapitału brytyjskiego, który z przemysłowego zamienił się w kapitał finansowy lub np. takich krajów jak Polska czy Węgry, w których dominuje kapitał międzynarodowy bądź zagraniczny, a rodzima burżuazja ma charakter jedynie pasożytniczy. Otóż w myśl tej teorii cały XX wiek można określić poprzez próby zawładnięcia Europą przez niemiecki kapitał przemysłowy. Nie inaczej jest w chwili obecnej. Poprzez twór jakim jest Unia Europejska niemiecka burżuazja próbuje przeforsować korzystne dla niej prawo, tak aby objęte nim zostały także pozostałe kraje europejskie. Dokonuje się to za pośrednictwem instytucji UE. Innymi słowy Unia Europejska jest środkiem dla ekspansji niemieckiego (a także francuskiego) kapitału. W krajach, w których dominuje kapitał zagraniczny (jak np. Polska), ogromna część narodowej burżuazji ma charakter pasożytniczy. Klasy te znajdują się na usługach kapitału zagranicznego (w tym również niemieckiego), stąd ich usłużna i bezkrytyczna postawa wobec UE. Europejskie ruchy robotnicze, osłabione kontrrewolucyjną ofensywą ostatnich dziesięcioleci, zostały zmuszone do zajęcia postaw defensywnych. W chwili obecnej nie stanowią one szczególnej przeszkody dla niemieckiego i francuskiego imperializmu. Dlatego też cała walka wokół Traktatu Lizbońskiego, który jest chyba jednym z najważniejszych dokumentów w historii tej części świata jest walką pomiędzy różnym odłamami burżuazji. Dyskusja jak i walka o przyszły kształt Europy zdominowana jest przez konflikt wewnątrz-burżuazyjny. Z jednej strony siłą ofensywną, posiadającą inicjatywę jest wielki, scentralizowany kapitał przemysłowy: niemiecki i francuski. Wtórują mu w tym miejscowe kosmopolityczne, pasożytnicze i kompradorskie klasy społeczne, które są od tych kapitałów bezpośrednio zależne. Burżuazje narodowe, reprezentujące narodowe kapitały pozostałych krajów europejskich, czują się w takiej sytuacji zagrożone. Jednak ze względu na brak centralizacji, rozdrobnienie i znacznie mniejszy potencjał, nie są w stanie uformować sił mogących poważnie zaszkodzić UE, chociaż ich punkt widzenia jest obecny zarówno w środkach masowego przekazu jak i w świadomości społecznej. Zastanawiające jest to do jakiego stopnia taka wykładnia jest słuszna. I do jakiego stopnia mamy do czynienia z anonimowym i abstrakcyjnym <<Kapitałem międzynarodowym>> a do jakiego z podzieloną narodowo i ekonomicznie klasą kapitalistyczną, której walki wewnętrzne, wobec słabości ruchu robotniczego, są siłą kształtującą współczesną nam Europę.” 2 października Irlandczycy podejmą decyzję, która zaważy na nie tylko ich losie. Oby znów wybrali mądrze, bo w przeciwnym razie najbliższe głosowanie może okazać się ostatnim przykładem demokracji w Europie. ***
18.09.2009
Masakra w kopalni Wujek Dzisiejsza katastrofa w kopalni „Wujek-Śląsk” w Rudzie Śląskiej-Kochłowicach. Pochłonęła 12 ofiar. Pozostałych 41 górników zostało rannych, w tym 18 jest w bardzo ciężkim stanie. Dlatego też istnieje groźba, że tragiczny bilans się zwiększy. Pożar, spowodowany najpewniej wybuchem metanu, rozszalał się około godziny 10:15 przy pokładzie 409 na poziomie 1050 metrów pod ziemią w połączonej kopalni, należącej do Katowickiego Holdingu Węglowego. Najbliżej zagrożonego rejonu przebywało 38 górników. Burzę wywołało ujawnienie przez jedną ze stacji komercyjnych szokującego nagrania z kwietnia bieżącego roku sporządzonego przez jednego z górników. Zarejestrował on wskazania ręcznego tzw. czujnika metanometrycznego, który bada stężenie metanu. Stężenie przekraczało wszelkie dopuszczalne normy. Tymczasem czujnik stacjonarny pokazywał niegroźne stężenie. Jak mówił anonimowo górnik, o sprawie poinformował przełożonych, a ci nie zareagowali. Mężczyzna twierdzi, że zawiadomił również organa ścigania, w tym ABW. Ta poinformowała, że 16 kwietnia otrzymała informacje o możliwych nieprawidłowościach w kopalni „Wujek-Śląsk” i przekazała je – zgodnie z kompetencjami - do Wyższego Urzędu Górniczego i Komendy Wojewódzkiej Policji w Katowicach. 11 maja ABW wysłało do Komendanta Wojewódzkiego Policji w Katowicach kolejną informację, iż w KWK „Wujek” nadal nie są przestrzegane przepisy BHP. Najpierw
„Halemba”, teraz „Wujek”... Oto prawdziwe oblicze
kapitalizmu: bezlitosna pogoń za zyskiem, nawet kosztem ludzkiego
życia. Okrutny system oparty na mieszaninie wyzysku, strachu i
upodlenia wciąż zadziwia swą perfidią. I jeszcze ten chichot
historii: Czyż to nie w „Wujku” 16 grudnia 1981 roku strajkujący
– wbrew prawu stanu wojennego – górnicy starli się w walce z
ZOMO, milicją i wojskiem? Właśnie górnicy,
wystrajkowawszy sobie kapitalizm, wnet odczuli na własnej skórze,
jaki błąd uczynili. Podcięli gałąź na której siedzieli. Droga, którą
wybrali zaprowadziła ich prosto w obłok metanu. ***
16.09.2009
IV Zjazd KMP 13
września 2009 roku w Warszawie odbył się IV Zjazd Komunistycznej
Młodzieży Polski.
Delegaci zebrali się w
wielkiej sali ozdobionej transparentem KMP oraz czerwoną flagą z
sierpem i młotem - symbolem nowego życia i nadziei. Symbolem bardzo
trafnym: w ciągu 2 lat, które upłynęły od ostatniego zjazdu,
atmosfera w organizacji zupełnie oczyściła się. KMP nie tylko
wyszła obronną ręką z rozłamu dokonanego przez kilku
egocentryków o pożałowania godnym przeroście osobowości, ale
również zahartowała się w walce z prowokacją, wzmocniła się
jak nigdy dotąd i nabrała nowych, cennych doświadczeń.
Gruntownej zmianie uległ tekst Statutu, zmodyfikowany przez delegatów w kierunku urzeczywistnienia zasad centralizmu demokratycznego. Opierając się na tym solidnym fundamencie, młodzi komuniści wybrali nowe Prezydium, Sąd Koleżeński i Krajową Komisję Rewizyjną. W wyniku długiej i owocnej dyskusji ustalono harmonogram pracy propagandowej oraz – jakże cenny dla uświadamiania czerwonej młodzieży – plan szkolenia ideologicznego i upowszechniania wśród członków oraz sympatyków KMP literatury marksistowskiej. Szczegółowo przeanalizowano drogę, jaką przebyła organizacja w ciągu ostatnich kilku lat. Była to ścieżka trudna, nierzadko ciernista, lecz absolutnie konieczna – jako szczepionka uodparniająca przeciwko przyszłym i teraźniejszym zagrożeniom. Wielogodzinne spotkanie przebiegło w atmosferze wytężonej i twórczej pracy, choć jak to w młodej duchem organizacji bywa, nie obeszło się bez lżejszych, humorystycznych akcentów. Wieńczący spotkanie hymn Światowej Federacji Młodzieży Demokratycznej wyrwał się mocno z wielu gardeł jako ważne przesłanie, groźne dla wyzyskiwaczy: "Młode uderza serce. Dość
na świecie
bezprawia, już dość!
Hej
tam, wznieście
proporce,
Naprzód
młodzi, dziś
młodzież ma głos!"
***
11.09.2009
Wiele żyć, jeden kryzys Piątkowa Gazeta Wyborcza zaserwowała czytelnikom - zapewne ku pokrzepieniu serc - opowieści ludzi, którzy zostali przez kryzys kapitalizmu poszkodowani. Jakże różne to są "krzywdy"! Mamy "krzywdę" finansistki z Warszawy, menedżera, byłego hutnika, rolnika oraz brygadzisty z gliwickiego Opla. Krzywda krzywdzie nierówna. Przyjrzyjmy się najciekawszym wypowiedziom: 1) Roman (były hutnik z Krakowa) mówi: "Pracowałem 25 lat w hucie. O kryzysie słyszałem, zanim huta ogłosiła zwolnienia, czyli w grudniu. Powiedzieli o dużych odprawach - nawet 100 tysięcy złotych. Nigdy nie widziałem takich pieniędzy! Zapisałem się, zwolnili mnie, wypłacili. Jakbym wiedział, że te 100 tysięcy to tak mało na życie, to bym nie wziął odprawy. Do tej pory trzeba było zapłacić ratę za mieszkanie córki, za swój samochód. Zostawało tyle, że do po zakupy jeździliśmy do hipermarketu, bo osiedlowy sklep był za drogi. Jak dostałem odprawę, to z żoną odżyliśmy. Pomyśleliśmy: odbijemy się i oszczędzimy: 50 tys. poszło na samochód dla córki, 10 tys. na remont łazienki i sypialni, 10 tys. na sprzęt AGD. I wakacje nad morzem. A teraz? Żona nie pracuje. Ma chore serce, dostaje 800 złotych renty. Z tego nie wyżyjemy. Z odprawy zostało nam 20 tys. Wpłaciliśmy na lokatę, na czarną godzinę. I wróciliśmy do starych zwyczajów - zakupy w Tesco w każdą sobotę. stałej pracy nie mam. Pomagam znajomemu, który buduje dom. Jak słyszę o kryzysie, to mnie wściekłość bierze, że te pieniądze tak się szybko rozeszły. 2) Adam (menedżer ds. technicznych i branży IT w Warszawie) rozpacza zaś: "Rok temu zarabiałem prawie 30 tysięcy złotych na rękę. Nie odmawiałem sobie niczego. Dziś bez premii, nagród, mam tylko połowę, z czego 6 tys. idzie co miesiąc na ratę mieszkania. Kryzys zmienił w moim życiu wszystko. Jeździłem służbowym autem, nigdy nie płaciłem za paliwo. Auto oddałem żonie. Teraz do pracy jeździmy razem. Nie wiedziałem, że utrzymanie auta tyle kosztuje. Dawniej każde spotkanie z kontrahentami odbywało się w eleganckiej restauracji. Od kilkunastu miesięcy odbywają się w firmie przy kawie i ciasteczkach. Nie jeżdżę na żadne firmowe szkolenia - firma drastycznie ścięła wydatki. Nie mam też służbowej karty, którą płaciłem za zakupy. Firma zrezygnowała z wynajmu sali - mieliśmy siatkówkę i koszykówkę. Z bonusów została mi tylko karta medyczna do prywatnej placówki medycznej. Najbardziej żal mi członkostwa w klubie golfowym. Dawało mi to poczucie przynależności do elity. Boli, że dawni koledzy nie dzwonią. Nikt nie zaproponował mi partyjki w golfa. Cudowny kontrast: Z jednej strony człowiek, który stracił pracę i został podstępnie oszołomiony wysoką odprawą, a z drugiej - młody "człowiek sukcesu", marzący o byciu częścią "elity", ale boleśnie usadzony na swoim miejscu przez gnijący kapitalizm . A są jeszcze inni, którym kryzys przekreślił życiowe plany, marzenia i ambicje. Wielka szkoda, że osoby te - zmanipulowane przez media - nie potrafią skojarzyć podstawowych faktów: Tego, że są tak naprawdę eksploatowani przez ustrój oparty przecież na wyzysku, że "kryzys" nie wziął się znikąd oraz tego, że jedyną szansą na godne życie dla nich i dla wszystkich ludzi pracy jest wysłanie kapitalizmu na śmietnik historii. *** 6.09.2009
Małymi krokami do wielkich celów! Komunistyczny Związek Młodzieży Czeskiej (KSM), zdelegalizowany przez Ministerstwo Spraw Wewnętrznych w październiku 2006, odniósł swoje pierwsze zwycięstwo w walce o prawo do legalnej działalności. Najwyższy Sąd Administracyjny zadecydował o uchyleniu i konieczności ponownego rozpatrzenia decyzji sądu praskiego niższej instancji o delegalizacji KSM. KSM znalazło się na celowniku burżuazyjnych agentur tuż po umieszczeniu w statucie zapisu mówiącego, że związek działa na rzecz uspołecznienia środków produkcji. Decyzja Sądu jest efektem kilkuletniej walki młodych komunistów z Czech jak i szerokiej akcji solidarnościowej międzynarodowego ruchu komunistycznego i anty-imperialistycznego. Gratulujemy towarzysze i życzymy dalszych sukcesów w walce z antykomunizmem! *** 4.09.2009
Lux ex Oriente Polityka ekonomiczna czerwonych władz Chińskiej Republiki Ludowej po raz kolejny doprowadziła kapitalistów do białej gorączki: Polska Agencja Prasowa informuje, że Izba Handlowa Unii Europejskiej w Chinach skrytykowała stronę chińską, zarzucając jej stopniowe wycofywanie się z „reform”, mających (o czym marzyła światowa burżuazja) prowadzić do otwarcia miejscowych rynków dla zagranicznego biznesu. W opublikowanym w Pekinie dorocznym raporcie, Izba odnotowała wzrost w ciągu ostatnich trzech lat działań interwencyjnych rządu ChRL w politykę przemysłową, a także wprowadzenie nowych ograniczeń wobec zagranicznych inwestycji. Działania takie sprawiły, że Chiny stały się mniej atrakcyjne dla zachodnich przedsiębiorców – oburzył się prezes Izby Joerg Wuttke. Jeśli Chiny odejdą od tak potrzebnych dziś fundamentalnych reform, ucierpi konkurencyjność samych Chin i kraj w ciągu najbliższej dekady nie będzie w stanie osiągnąć planowanego 6-8-procentowego rocznego wzrostu gospodarczego – grozi bezsilnie unijna Izba Handlowa. Rozsierdzeni inwestorzy skarżyli się na blokowanie przez Chiny ich działań. Dla przykładu: Podczas gdy Chiny Ludowe swobodnie kupują zachodnie firmy motoryzacyjne, w kraju zagraniczni producenci aut mogą działać wyłącznie w spółkach o kapitale mieszanym, w których nie mogą mieć więcej jak 50 proc. udziałów. Również zagraniczne biura podróży nie mogą swobodnie działać na lukratywnym chińskim rynku - przeciwnie niż chińskie firmy w krajach UE. Podobne ograniczenia dotyczą zagranicznych firm dostawczych. Rząd ChRL subsydiuje lokalne firmy, stawiając jednocześnie przed obcymi przedsiębiorstwami wysokie wymagania np. w kwestii ochrony środowiska itp. Tymczasem Komunistyczna Partia Chin przechodzi nad biadaniami kapitalistów do porządku dziennego i znów zadziwia świat: W tym tygodniu w ChRL ma zapaść decyzja o dopuszczeniu do stosowania dwóch opracowanych w tym kraju szczepionek przeciw grypie A/H1N1 – zapowiedział na swej stronie internetowej chiński urząd ds. kontroli żywności i leków. „Szczepionki, produkowane przez formy Sinovac Biotech Ltd. i Hualan Biological Engineering Inc., przeszły w zeszłym miesiącu testy kliniczne i zostały pozytywnie ocenione przez ekspertów. Obaj producenci twierdzą, że już jedna dawka ich szczepionki zapewnia ochronę przed nową grypą ludziom w wieku od 3 do 60 lat. W testach uczestniczyło ponad 3 tys. ludzi.” – podaje Polska Agencja Prasowa. ***
2.09.2009
Demony wojny Spośród wielu wypowiedzi dotyczących wczorajszej 70-tej rocznicy napaści Niemiec hitlerowskich na Polskę, na szczególną uwagę zasługuje przemówienie prezydenta Lecha Kaczyńskiego wygłoszone na Westerplatte. Stanowi ono modelowy przykład zrównywania ze sobą zjawisk i zagadnień nieporównywalnych. Prezydent RP w ramach mitu „dwóch totalitaryzmów” zestawił ze sobą Holocaust i Katyń, III Rzeszę i ZSRR. Państwo głoszące konieczność wymordowania milionów ludzi i uczynienia z pozostałych niewolników zostało uznane za nie gorsze od ojczyzny ludzi pracy, wprowadzającej zasadę sprawiedliwości społecznej oraz równości wszystkich narodów i ras. Po wyzwoleniu przez Armię Czerwoną „Polska jednak nie odzyskała pełnej suwerenności. Zapadła żelazna kurtyna. Po drugiej stronie, gdzie nie było Polski zaczął się okres owocnej refleksji. Jej efektem był pakt NATO, który teraz jest gwarantem stabilizacji i bezpieczeństwa. Ten sojusz jest i będzie potrzebny. Dzisiaj w tym sojuszu jest Polska i Republika Federalna Niemiec” – mówił prezydent. Pytanie tylko, komu Sojusz Północnoatlantycki był, jest i będzie potrzebny... Raczej nie obywatelom Jugosławii, Afganistanu i Iraku, przemienionych w gruzy przez NATO-wską „armię pokoju”. Militarny moloch przyda się za to wielkim monopolistom, uciekającym przed kolejnymi kryzysami kapitalizmu w wojny i inne, mniej spektakularne, rzezie. NATO okazuje się coraz bardziej przydatne również pogrobowcom hitlerowskiego Wermachtu i „miłośnikom demokracji” wzdychającym za nowym „Drang nach Osten” – marszem na Wschód, po nowe rynki zbytu i „przestrzeń życiową”. Żaden mówca nie zwrócił uwagi na prawdziwe przyczyny II Wojny Światowej: hitlerowskie Niemcy, stworzone przez wielkich przemysłowców i hołubione przez państwa kapitalistyczne, jako ważne ogniwo przyszłej krucjaty antyradzieckiej, wymknęły się swym mocodawcom spod kontroli i wraz z innymi krajami faszystowskimi uznały, że czas już na nowo podzielić przepyszny tort globalnych stref wpływów. Kosztem dotychczasowych mocarstw kolonialnych. Zachód – nieprzygotowany do starcia z Państwami Osi – począł zgodnie z doktryną appeasementu rzucać w stronę brunatnych bestii smakowite kąski: Chiny, Abisynię, Republikańską Hiszpanię, Czechosłowację, Austrię... Również Polskę zostawił osamotnioną. Starał się skierować główny impet hitlerowskiego ataku wprost na Związek Radziecki. Gdy okazało się, że Kraj Rad odparł niemiecki najazd i zaczął kontrnatarcie, by wyzwolić Europę od faszystowskiego jarzma, Alianci zachodni energicznie włączyli się do tworzenia tzw. drugiego frontu. Nie chcieli bowiem zaryzykować sytuacji, w której wszystkie znękane wojną narody Europy wkroczyłyby na drogę ku socjalizmowi. Na refleksję zasługuje również milczenie papieża Benedykta XVI, który 1 września ani słowem nie wspomniał o tragicznej rocznicy. Zreflektował się dopiero następnego dnia. Przemawiając wczoraj przed modlitwą Anioł Pański, Ratzinger stwierdził tylko, że tego dnia „we Włoszech będzie obchodzony Dzień Ochrony Stworzenia”. A cóż miał powiedzieć? Przecież nie wypadało mu powtórzyć za swym idolem i kandydatem na ołtarze – Piusem XII – zwracającym się 30 września 1939 do pielgrzymki polskiej w Rzymie: „Przybyliście nie po to, by wytaczać pretensje lub podnosić hałaśliwe skargi, przybyliście po to, by z Naszego serca i Naszych ust usłyszeć słowa pociechy i otuchy w cierpieniach. Jak te kwiaty waszego kraju, które pod grubą warstwą śniegu wyczekują przez zimę ciepłego powiewu wiosny, tak i wy w ufnej modlitwie wyczekujecie godziny pociechy Nieba”. A co Pius XII miał do powiedzenia pod adresem hitlerowskich bandytów? „Odwołując się do honoru i sumienia wszystkich narodów cywilizowanych żądaliśmy, aby pamiętano na przyrodzone uczucia ludzkości w stosunku do jeńców i do ludności wszystkich obszarów okupowanych, a to w imię Boga, który umie pocieszać uciśnionych i który nie omieszka błogosławić i wynagradzać za umiarkowanie i litość.” (cytaty z pracy Romana Wareckiego pt. „Ołtarz i tron”, Książka i Wiedza, 1966) |